W sumie nie słyszałam o liczbie mnogiej: "lat" - ale tych od pory roku, a nie od lat - w sensie liczby ukończonych wiosen... ale się pokręciło!!! :)
Obydwa lata delikatnie dogorywają - jedno zamienia się w przepiękną polską jesień, drugie przepoczwarza się w pluchę!
O czym mowa... o Grzegorzu Lacie, który wczoraj ogłosił, że "dla dobra polskiej piłki nożnej, oraz dla dobra PZPNu" nie wystartuje na drugą kadencję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej! HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
Zgadzam się w 100%, że będzie to na pewno DOBRE dla wszystkich, a szczególnie dla polskiej piłki nożnej, ale absolutnie to nie był powód! Pan Prezes "3 sekundy na setkę" (o co chodzi? zapraszam tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=wZ_GOwLJH1Y ) niestety nie uzbierałby wymaganych 15 głosów aby stać się kandydatem! Upokorzony i ośmieszony wydał oświadczenie (nie przedstawię go tutaj, bo jest żenujące, pokażę Wam ewentualnie gdzie można je przeczytać
http://pzpn.pl/index.php/Federacja/Aktualnosci/Oswiadczenie-prezesa-PZPN3
Podsumowując: te cztery lata na pewno nudne nie były! Fantastyczny:
poliglota http://www.youtube.com/watch?v=mCF5p5zD6HQ&feature=related
erudyta www.youtube.com/watch?v=rInNHvdO4Y4
żartowniś http://www.youtube.com/watch?v=rdj002M5d04
obłowił się niemiłosiernie (choć jak stwierdził w grudniu zeszłego roku przed sejmową komisją sportu zarabia „tylko 50 tyś. zł miesięcznie”).
Podpisał 10 letni (!!!!) kontrakt z firmą Sportfive, która nabyła na wyłączność prawa telewizyjne i marketingowe związane z Reprezentacją Polski. Z jakim skutkiem… wiadomo, obecnie kto płaci w Pay per View ten ogląda transmisje meczów Polski!
Zabrał orzełka z koszulek piłkarzy (oczywiście za kasę), którego po sprzeciwie narodu, oddał.
W oświadczeniu jeszcze dodał: „w ostatniej kadencji udało nam się wprowadzić wiele reform i zmian. Jestem przekonany, że zaprocentują one w przyszłości…” i tak sobie myślę - kurczę, oby nie!!! Bo te zmiany są bardzo złe i jak będą procentować to będzie tragedia… do potęgi!!!
Oj, nie nudziliśmy się!!!! Ale wolę się nudzić, i oglądać mecze reprezentacji w kanale otwartym! Wolę się nudzić i nie wstydzić się za prezesa PZPNu! Wolę się nudzić i nie słuchać o kolejnych taśmach prawdy w polskim związku! Wolę się nudzić i cieszyć się z awansu naszych piłkarzy, którzy obecnie zajmują 56 miejsce w rankingu FIFA!!!! Przed nami Estonia (55), Iran (54), Armenia (53), Gabon (44),Zambia(43)... no coments!
Mam nadzieję, że będzie już tylko nudniej... ale lepiej!!!!
środa, 26 września 2012
niedziela, 16 września 2012
Inspektor Gadżet
Pamiętacie kreskówkę pod takim tytułem? Muszę się przyznać, że jako nastolatka uwielbiałam ją oglądać - w Polsce emitowano ją w latach 90 (dawno, dawno temu!!!). Fajny był też film fabularny z Matthew Broderickiem w roli głównej o takiej samej nazwie. Lekki, przyjemny, do obejrzenia w niedzielne popołudnie z rodzinką. Jeżeli ktoś nie wie o czym mówię, to wyjaśnię: bajka/film opowiada o ciapowatym detektywie, który dzięki wynalazkom technicznym zamieniał się w super agenta. Nie były to oczywiście iPady, iPhony, czy inne i... coś tam. Ale myślę, że jak dziś by powstawała taka kreskówka, to nazywałaby się "iInspektor".
Temat wpadł mi do głowy kiedy usłyszałam o wejściu na rynek nowej wersji iPhone'a - numer 5. Cieńszy, lżejszy, oczywiście iTouch, z ogromnym - jeszcze większym niż dotychczas wyświetlaczem, mieszczącym kolejny rządek ikonek(?!), z lepszą rozdzielczością, szybszym procesorem, z możliwością wykorzystania karty nano-SIM... itd. Ogólnie produkt z serii... "must have". Jestem reformowalna i wiele z tego rozumiem (nie wszystko, ale sporo), jednak dla większości moich rówieśników to już jest inna planeta! Nie taka odległa jak dla moich rodziców, ale jednak inna. I tak z rozrzewnieniem zaczynam wspominać...
Telefon stacjonarny, albo jeszcze lepiej - brak telefonu w domu (na przyznanie numeru czekało się sporo czasu, chyba że miało się wejścia gdzie trzeba) i korzystanie z budek telefonicznych. Jak się chciało z kimś umówić, wyjść na dwór, do kina, trzeba było po prostu iść do danej osoby do domu i zapukać/zadzwonić... ale do drzwi!!!
Spotkania u kolegów i koleżanek żeby obejrzeć na wideo "Rambo", czy "Amerykańskiego Ninja". Wypożyczanie kaset VHS w "Beverly Hills" - to było całkiem niedawno, a wydaje się, jakby 100 lat temu.
Słuchanie Niedźwieckiego i jego listy przebojów w "Trójce" o 20 w piątek, żeby nagrać na kasetę najnowsze przeboje - zawsze z głosem pana redaktora na początku i końcu utworu. Trzeba było mieć refleks i wbić się prawie idealnie - było to trudne!!! A potem wysłuchiwanie swoich nagrań na walkmanie. Tragedia, jak kaseta się wkręcała... wtedy w ruch szły ołówki i ponowne nakręcanie taśmy. Potem Diskmany i wypalanie płyt CD - całkiem niedawno, a jakby 100 lat temu.
Jakim kosmicznym gadżetem był elektroniczny zegarek z kalkulatorkiem, czy aparat Polaroid, który niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia drukował je. Magia.
Jeśli natomiast chciałam się napić wody gazowanej... musiałam mieć naboje i syfon, do ich naładowania.
Ha... to dopiero była inna planeta!!!
I kilka fotek:
Temat wpadł mi do głowy kiedy usłyszałam o wejściu na rynek nowej wersji iPhone'a - numer 5. Cieńszy, lżejszy, oczywiście iTouch, z ogromnym - jeszcze większym niż dotychczas wyświetlaczem, mieszczącym kolejny rządek ikonek(?!), z lepszą rozdzielczością, szybszym procesorem, z możliwością wykorzystania karty nano-SIM... itd. Ogólnie produkt z serii... "must have". Jestem reformowalna i wiele z tego rozumiem (nie wszystko, ale sporo), jednak dla większości moich rówieśników to już jest inna planeta! Nie taka odległa jak dla moich rodziców, ale jednak inna. I tak z rozrzewnieniem zaczynam wspominać...
Telefon stacjonarny, albo jeszcze lepiej - brak telefonu w domu (na przyznanie numeru czekało się sporo czasu, chyba że miało się wejścia gdzie trzeba) i korzystanie z budek telefonicznych. Jak się chciało z kimś umówić, wyjść na dwór, do kina, trzeba było po prostu iść do danej osoby do domu i zapukać/zadzwonić... ale do drzwi!!!
Spotkania u kolegów i koleżanek żeby obejrzeć na wideo "Rambo", czy "Amerykańskiego Ninja". Wypożyczanie kaset VHS w "Beverly Hills" - to było całkiem niedawno, a wydaje się, jakby 100 lat temu.
Słuchanie Niedźwieckiego i jego listy przebojów w "Trójce" o 20 w piątek, żeby nagrać na kasetę najnowsze przeboje - zawsze z głosem pana redaktora na początku i końcu utworu. Trzeba było mieć refleks i wbić się prawie idealnie - było to trudne!!! A potem wysłuchiwanie swoich nagrań na walkmanie. Tragedia, jak kaseta się wkręcała... wtedy w ruch szły ołówki i ponowne nakręcanie taśmy. Potem Diskmany i wypalanie płyt CD - całkiem niedawno, a jakby 100 lat temu.
Jakim kosmicznym gadżetem był elektroniczny zegarek z kalkulatorkiem, czy aparat Polaroid, który niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia drukował je. Magia.
Jeśli natomiast chciałam się napić wody gazowanej... musiałam mieć naboje i syfon, do ich naładowania.
Ha... to dopiero była inna planeta!!!
I kilka fotek:
poniedziałek, 10 września 2012
50% w dół...
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!!!!!! Co? WYPRZEDAŻE!!!!!
Oczywiście jak każda kobieta i niektórzy faceci. Piszę niektórzy, ponieważ większość z męskiej części populacji jak ma iść z partnerką na zakupy w tym "boskim" czasie woli robić cokolwiek innego. Dla nas, babeczek to zbawienie, ponieważ nikt ci nie mędzi jak po raz setny przebierasz,wybierasz, nurkujesz, wyrywasz, przymierzasz, odkładasz i.. znowu wracasz!!! Nie słyszysz: "no chodź już", "ile można ślęczeć przy jednej bluzce", "ile to kosztuje?", "czemu tak dużo?", "tak, tak pięknie w tym wyglądasz"(to niestety na odczepne z reguły jest nieprawdą)! Jeżeli jednak facet koniecznie chce z wami iść to macie problem. Ja znalazłam na to sposób... wybieram się na wyprzedaż kiedy w TV leci akurat: żużel, piłka nożna czy F1. I słyszę: "musimy teraz????" Nie, nie kochanie, Ty nie musisz, pójdę sama! :D Ha i tu go mam! Biorę kartę i spadam!
Niestety po wyprzedażach w mojej szafie zaczyna zalegać mnóstwo niepotrzebnych rzeczy! Oczywiście to, że są niepotrzebne okazuje się po jakimś (dokładnie nieokreślonym) czasie. Z reguły jest to około 6 - 7 miesięcy. Dlaczego? Ponieważ na wyprzedażach kupujesz rzeczy, buty lub inne gadżety kończącego się okresu - teraz jest to lato. Czyli lekkie bluzeczki, tuniczki, stroje, klapeczki... bo jak ich nie kupić skoro kosztują "grosze"? A jak na dworze jeszcze jest odrobina ciepełka, słoneczka i może uda się nasze skarby choćby raz założyć, to bierzemy bez zastanowienia! A za tydzień, dwa wbijasz się w kozaki, sweter i owijasz szalem. Letnie ciuchy lądują w kartonach, na górnych półkach lub pod łóżkiem - na pół roku. A teraz odpalasz rzeczy z wyprzedaży zimowych...
I nadszedł czas prawdy. Nowe/stare rzeczy z wyprzedaży zimowych zaczynają dumnie zwisać na wieszakach, czekając na swoją kolei. I wierz mi, jeżeli raz założysz jakąś rzecz i stwierdzisz, że to jednak nie to, że źle się w tym czujesz, bo nie pasuje, bo za ciasne, za luźne - pozbądź się tego jak najszybciej!!! Nie przypasuje ci już nigdy, a zabierze tylko miejsce w szafie. Są na to różne sposoby: wymiana barterowa z inną "ofiarą zakupów sale", pchle targi organizowane w różnych miejscach lub Internet (allegro i inne). Zawsze skapnie troszkę kasy na... kolejne wyprzedaże!
Oczywiście jak każda kobieta i niektórzy faceci. Piszę niektórzy, ponieważ większość z męskiej części populacji jak ma iść z partnerką na zakupy w tym "boskim" czasie woli robić cokolwiek innego. Dla nas, babeczek to zbawienie, ponieważ nikt ci nie mędzi jak po raz setny przebierasz,wybierasz, nurkujesz, wyrywasz, przymierzasz, odkładasz i.. znowu wracasz!!! Nie słyszysz: "no chodź już", "ile można ślęczeć przy jednej bluzce", "ile to kosztuje?", "czemu tak dużo?", "tak, tak pięknie w tym wyglądasz"(to niestety na odczepne z reguły jest nieprawdą)! Jeżeli jednak facet koniecznie chce z wami iść to macie problem. Ja znalazłam na to sposób... wybieram się na wyprzedaż kiedy w TV leci akurat: żużel, piłka nożna czy F1. I słyszę: "musimy teraz????" Nie, nie kochanie, Ty nie musisz, pójdę sama! :D Ha i tu go mam! Biorę kartę i spadam!
Niestety po wyprzedażach w mojej szafie zaczyna zalegać mnóstwo niepotrzebnych rzeczy! Oczywiście to, że są niepotrzebne okazuje się po jakimś (dokładnie nieokreślonym) czasie. Z reguły jest to około 6 - 7 miesięcy. Dlaczego? Ponieważ na wyprzedażach kupujesz rzeczy, buty lub inne gadżety kończącego się okresu - teraz jest to lato. Czyli lekkie bluzeczki, tuniczki, stroje, klapeczki... bo jak ich nie kupić skoro kosztują "grosze"? A jak na dworze jeszcze jest odrobina ciepełka, słoneczka i może uda się nasze skarby choćby raz założyć, to bierzemy bez zastanowienia! A za tydzień, dwa wbijasz się w kozaki, sweter i owijasz szalem. Letnie ciuchy lądują w kartonach, na górnych półkach lub pod łóżkiem - na pół roku. A teraz odpalasz rzeczy z wyprzedaży zimowych...
I nadszedł czas prawdy. Nowe/stare rzeczy z wyprzedaży zimowych zaczynają dumnie zwisać na wieszakach, czekając na swoją kolei. I wierz mi, jeżeli raz założysz jakąś rzecz i stwierdzisz, że to jednak nie to, że źle się w tym czujesz, bo nie pasuje, bo za ciasne, za luźne - pozbądź się tego jak najszybciej!!! Nie przypasuje ci już nigdy, a zabierze tylko miejsce w szafie. Są na to różne sposoby: wymiana barterowa z inną "ofiarą zakupów sale", pchle targi organizowane w różnych miejscach lub Internet (allegro i inne). Zawsze skapnie troszkę kasy na... kolejne wyprzedaże!
piątek, 31 sierpnia 2012
Amber Gold
Bardzo się cieszę, że posłowie odrzucili w pierwszym czytaniu propozycję PiS o utworzenie komisji śledczej w sprawie Amber Gold. Wczoraj do późnej nocy posłowie debatowali i w końcu doszło do głosowania. Nie oglądałam wszystkiego, bo się nie dało, ale jaka radość mnie ogarnęła, gdy rano na TVNoskim pasku ujrzałam wiadomość, że komisji nie będzie! Dla mnie komisja śledcza to kabaret. Trwa miesiącami, nic nie wyjaśnia, będąc tylko możliwością promowania się poszczególnych polityków. Dodam tylko tak na marginesie... za pieniądze podatników.
Kto chce niech wrzuci linka i zobaczy jak to wyglądało w 2010 roku.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/the-best-of-czyli-komisje-sledcze-2010,157461.html
W związki z Amber Gold na pewno było mnóstwo błędów, oszustw i przekrętów, i jestem na 100% pewna, że łapówkarstwa. Ale nie wierzę, że Sejmowa Komisja Śledcza to instytucja, która może tę sprawę wyjaśnić. Od tego jest prokuratura, mimo wszystko.
Nie godzę się też na populistyczne hasła polityków, którzy są całym sercem za oszukanymi klientami i zamierzają z kasy państwa wspomóc naiwniaków. Sory za sformułowanie, ale z jakiej racji ja mam płacić za pazerność innych. Chcieli zaryzykować, to ich wybór! Powinni się liczyć ze stratami. Czy ktoś się zastanawiał nad wyłudzaniem pieniędzy od rządu, kiedy ulokował pieniądze - nie rzadko całe oszczędności w akcjach? A przyszedł kryzys i wszystko zabrał! Nikt nam kasy nie oddał!!! I nie życzę sobie, aby teraz było inaczej!!!
Kto chce niech wrzuci linka i zobaczy jak to wyglądało w 2010 roku.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/the-best-of-czyli-komisje-sledcze-2010,157461.html
W związki z Amber Gold na pewno było mnóstwo błędów, oszustw i przekrętów, i jestem na 100% pewna, że łapówkarstwa. Ale nie wierzę, że Sejmowa Komisja Śledcza to instytucja, która może tę sprawę wyjaśnić. Od tego jest prokuratura, mimo wszystko.
Nie godzę się też na populistyczne hasła polityków, którzy są całym sercem za oszukanymi klientami i zamierzają z kasy państwa wspomóc naiwniaków. Sory za sformułowanie, ale z jakiej racji ja mam płacić za pazerność innych. Chcieli zaryzykować, to ich wybór! Powinni się liczyć ze stratami. Czy ktoś się zastanawiał nad wyłudzaniem pieniędzy od rządu, kiedy ulokował pieniądze - nie rzadko całe oszczędności w akcjach? A przyszedł kryzys i wszystko zabrał! Nikt nam kasy nie oddał!!! I nie życzę sobie, aby teraz było inaczej!!!
niedziela, 26 sierpnia 2012
Traduktologia... co to jest?
TRADUKTOLOGIA, translatoryka lub przekładoznawstwo… ciekawe czy wiecie co to oznacza? Ja też nie wiedziałam i zajrzałam na Wikipedię (ponoć obciach, ale kto tam nie zagląda???) i przeczytałam: interdyscyplinarna nauka humanistyczna zajmująca się problemami tłumaczenia, np. tytułów filmów, książek. Interdyscyplinarna czyli wykorzystująca więcej niż jedną dyscyplinę wiedzy, gałąź nauki. Ale naukowo się zrobiło… i zastanawiacie się pewnie o czym chcę pisać? O filmach, a dokładniej o ich tytułach.
Jedną z moich pasji jest kino i kiedy widzę jak „specjaliści od przekładoznawstwa” nieudolnie starają się przełożyć (a najczęściej wymyślić nowy) tytuł zagranicznej produkcji to nie wierzę!!! Lata temu, kiedy nie rozumiałam angielskiego, było mi wszystko jedno, jak brzmi tytuł w oryginale, ale teraz (kiedy rozumiem troszeczkę lepiej) tłumaczenia niektórych tytułów zakrawają o kabaret. Wydaje mi się, że ci ludzie maja chyba zbyt dużo wyobraźni. No bo jak wytłumaczyć, największy hicior: „Dirty Dancing” przetłumaczony na „Wirujący Seks”? Po co? Jak? Dlaczego? Polski tytuł sugeruje, że to jakiś pornos! Oj… bardzo wybujała wyobraźnia!!! Kiedy film wchodził do kin byłam nastolatką i oczywiście nie mogłam go obejrzeć! A to takie fajne romansidło!!! Dobrze, że nikt się nie pokusił o przetłumaczenie „Pretty Woman”, bo mogłoby wyjść coś w stylu: „Prostytutka na Manhattanie”, „Seks za pieniądze” albo jeszcze coś gorszego!
W historii polskiej traduktologii jest mnóstwo takich dziwolągów.
Najbardziej mnie śmieszy przetłumaczenie „Die Hard” – po polsku: „Szklana Pułapka”. Nasi „specjaliści” nie byli przygotowani na sequel(powstały 4)z Brucem Willisem w roli głównej. Tytuł zaciągnęli z treści pierwszej części, której akcja toczy się w wysokim, szklanym wieżowcu. Kolejne dzieją się na lotnisku czy w centrum, na ulicach NY, a tytuł „Szklana Pułapka” musiał zostać. Na szczęście nic już nie dodawali, w stylu: „SZ.P. – Zabójczy Lot” albo „SZ.P. – Zemsta Brata”. A zdarza się, że dodając od siebie dalszy ciąg tytułu, „przekładoznawcy” przez przypadek ujawniają zbyt dużo. Tak było na przykład z serialem w TVN „Fringe: Na granicy światów”. Okazało się, że owszem w serialu są dwa różne światy, ale to dopiero miało się wyjaśnić pod koniec sezonu. Była burza…
Jeżeli chodzi o seriale to podam kilka przykładów:
„Prison Break” jako... „Skazany na śmierć”,
„Scrub”s pod uroczym tytułem „Hoży Doktorzy”,
„Royal Pains” to „Bananowy doktor”,
„Desperate Housewives” to oczywiście „Gotowe na wszystko”!!!
Z filmów pełnometrażowych kilka przykładów:
„The Postman” to „Wysłannik Przyszłości”,
„Good Will Hunting” to „Buntownik z wyboru”,
„In Bruges” to „Najpierw Strzelaj Potem Zwiedzaj”(mistrzostwo!!!),
“There's Something About Mary” to z kolei “Sposób na blondynkę”. I wiele, wiele innych!!!
Ale największym hitem ostatnimi czasy jest dla mnie stworzenie ambitnego tygodnika z błędem w tytule…”Uważam Rze”!!! Szok...
Jedną z moich pasji jest kino i kiedy widzę jak „specjaliści od przekładoznawstwa” nieudolnie starają się przełożyć (a najczęściej wymyślić nowy) tytuł zagranicznej produkcji to nie wierzę!!! Lata temu, kiedy nie rozumiałam angielskiego, było mi wszystko jedno, jak brzmi tytuł w oryginale, ale teraz (kiedy rozumiem troszeczkę lepiej) tłumaczenia niektórych tytułów zakrawają o kabaret. Wydaje mi się, że ci ludzie maja chyba zbyt dużo wyobraźni. No bo jak wytłumaczyć, największy hicior: „Dirty Dancing” przetłumaczony na „Wirujący Seks”? Po co? Jak? Dlaczego? Polski tytuł sugeruje, że to jakiś pornos! Oj… bardzo wybujała wyobraźnia!!! Kiedy film wchodził do kin byłam nastolatką i oczywiście nie mogłam go obejrzeć! A to takie fajne romansidło!!! Dobrze, że nikt się nie pokusił o przetłumaczenie „Pretty Woman”, bo mogłoby wyjść coś w stylu: „Prostytutka na Manhattanie”, „Seks za pieniądze” albo jeszcze coś gorszego!
W historii polskiej traduktologii jest mnóstwo takich dziwolągów.
Najbardziej mnie śmieszy przetłumaczenie „Die Hard” – po polsku: „Szklana Pułapka”. Nasi „specjaliści” nie byli przygotowani na sequel(powstały 4)z Brucem Willisem w roli głównej. Tytuł zaciągnęli z treści pierwszej części, której akcja toczy się w wysokim, szklanym wieżowcu. Kolejne dzieją się na lotnisku czy w centrum, na ulicach NY, a tytuł „Szklana Pułapka” musiał zostać. Na szczęście nic już nie dodawali, w stylu: „SZ.P. – Zabójczy Lot” albo „SZ.P. – Zemsta Brata”. A zdarza się, że dodając od siebie dalszy ciąg tytułu, „przekładoznawcy” przez przypadek ujawniają zbyt dużo. Tak było na przykład z serialem w TVN „Fringe: Na granicy światów”. Okazało się, że owszem w serialu są dwa różne światy, ale to dopiero miało się wyjaśnić pod koniec sezonu. Była burza…
Jeżeli chodzi o seriale to podam kilka przykładów:
„Prison Break” jako... „Skazany na śmierć”,
„Scrub”s pod uroczym tytułem „Hoży Doktorzy”,
„Royal Pains” to „Bananowy doktor”,
„Desperate Housewives” to oczywiście „Gotowe na wszystko”!!!
Z filmów pełnometrażowych kilka przykładów:
„The Postman” to „Wysłannik Przyszłości”,
„Good Will Hunting” to „Buntownik z wyboru”,
„In Bruges” to „Najpierw Strzelaj Potem Zwiedzaj”(mistrzostwo!!!),
“There's Something About Mary” to z kolei “Sposób na blondynkę”. I wiele, wiele innych!!!
Ale największym hitem ostatnimi czasy jest dla mnie stworzenie ambitnego tygodnika z błędem w tytule…”Uważam Rze”!!! Szok...
wtorek, 21 sierpnia 2012
Odcięci...
Coś niesamowitego jak człowiek jest uzależniony od... PRĄDU!!! Burze są latem na porządku dziennym(dosłownie), ale na przerwę w elektryczności jakoś tak człowiek nie jest przygotowany. Nawet jeżeli zabraknie go raptem na godzinę!!!
Wstajesz rano, a na zegarku elektrycznym czarno, pustka. Aby być świadomym czasu odpalasz telefon, jeśli miałeś (-łaś) to szczęście i zdążył się przez noc naładować. Najświeższych wiadomości nie posłuchasz i nie pooglądasz... bo nie ma prądu. Więc co? Wstajesz, idziesz się umyć i wykąpać... oczywiście w zimnej wodzie, bo programator w piecu gazowym na prąd!!! Ale za to w jak romantycznej scenerii - przy świeczkach! Organizujesz chwilę na przyjemności - nastrój idealny na śniadanko do łóżka!!! Niestety... zimny prysznic!!!! I wszystko jasne!
Kombinujesz co założyć, żeby nie być wymiętolonym, bo żelazko nie działa! Czyli co: do pracy wersja sportowa i zamiast koszuli, t-shirt oraz w miarę "odwieszone" spodnie. Szef musi zrozumieć!
W kuchni lodówka pływa, wody do picia nie podaje... całe szczęście, że jest soczek i kola. Expres do kawy na prąd, czajnik elektryczny, więc pozostaje garnuszek i gotowanie wody na piecu - jeśli gazowy! Jeśli na prąd... ranek bez ciepłych napojów. Spoko, kupi się w drodze do pracy! Na szczęście producent nowoczesnych, elektrycznych bram garażowych przewidział fakt, że może zabraknąć prądu i taką bramę będzie można otworzyć mechanicznie. Kto nie ma takiej opcji... zamawia taksówkę.
Jeśli natomiast pracujesz w domu, używając Internetu... masz wolne! Ja zajęłam się sprzątaniem.
Dzięki Bogu po dwóch godzinach włączyli prąd i ...
WRÓCIŁAM DO ŻYCIA!!!
Może wyłączą prąd wieczorem? Już jestem przygotowana na taką ewentualność...
Ale ten temat na bloga nie pasuje!!! ;D Musiałabym ograniczyć dostęp - TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!
Wstajesz rano, a na zegarku elektrycznym czarno, pustka. Aby być świadomym czasu odpalasz telefon, jeśli miałeś (-łaś) to szczęście i zdążył się przez noc naładować. Najświeższych wiadomości nie posłuchasz i nie pooglądasz... bo nie ma prądu. Więc co? Wstajesz, idziesz się umyć i wykąpać... oczywiście w zimnej wodzie, bo programator w piecu gazowym na prąd!!! Ale za to w jak romantycznej scenerii - przy świeczkach! Organizujesz chwilę na przyjemności - nastrój idealny na śniadanko do łóżka!!! Niestety... zimny prysznic!!!! I wszystko jasne!
Kombinujesz co założyć, żeby nie być wymiętolonym, bo żelazko nie działa! Czyli co: do pracy wersja sportowa i zamiast koszuli, t-shirt oraz w miarę "odwieszone" spodnie. Szef musi zrozumieć!
W kuchni lodówka pływa, wody do picia nie podaje... całe szczęście, że jest soczek i kola. Expres do kawy na prąd, czajnik elektryczny, więc pozostaje garnuszek i gotowanie wody na piecu - jeśli gazowy! Jeśli na prąd... ranek bez ciepłych napojów. Spoko, kupi się w drodze do pracy! Na szczęście producent nowoczesnych, elektrycznych bram garażowych przewidział fakt, że może zabraknąć prądu i taką bramę będzie można otworzyć mechanicznie. Kto nie ma takiej opcji... zamawia taksówkę.
Jeśli natomiast pracujesz w domu, używając Internetu... masz wolne! Ja zajęłam się sprzątaniem.
Dzięki Bogu po dwóch godzinach włączyli prąd i ...
WRÓCIŁAM DO ŻYCIA!!!
Może wyłączą prąd wieczorem? Już jestem przygotowana na taką ewentualność...
Ale ten temat na bloga nie pasuje!!! ;D Musiałabym ograniczyć dostęp - TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!
wtorek, 14 sierpnia 2012
Chleba i Igrzysk... fotki
Chleba i Igrzysk... tego od tysiącleci domaga się lud i to dostaje.
W starożytnych Igrzyskach mogli brać udział tylko mężczyźni i to występując nago!!! (ciekawe :]) Trwały raptem 5 dni, a rywalizacja toczyła się tylko w 8 dyscyplinach: biegi, zapasy, skoki, wyścigi konne, pięciobój (skok w dal, rzut dyskiem, rzut oszczepem oraz zapasy), boks, pankration (połączenie boksu i zapasów) oraz wyścigi rydwanów.
I tak sobie myślę... W Rio w 2016 roku mają pojawić się dwie nowe dyscypliny: golf i siedmioosobowe rugby. Podczas posiedzenia MKOl w Buenos Aires we wrześniu 2013 roku, ma zostać podjęta decyzja o kolejnej, trzeciej dyscyplinie, która ma zadebiutować na Igrzyskach w 2020r. Zabiegają o to przedstawiciele ośmiu sportów: baseballu i softballu, które zostały skreślone z olimpijskiego programu po igrzyskach w Pekinie, a ponadto wakeboardingu, squasha, wspinaczki sportowej, wrotek, karate i wu-szu. Ja dodałabym jeszcze wyścigi rydwanów, obowiązkowo nago. Co wy na to???
I zamykając temat olimpijski (na cztery lata), wrzucam kilka fajnych fotek:
Zaczynamy od przepięknej fototapety... idealna do sypialni:
Bułgarskie gimnastyczki w ogniu wstążek:
Gdyby nie napis Londyn można by pomyśleć (obracając zdjęcie), że Kanadyjki chodzą po wodzie:
AAAAAAAAAAAAAAle skok (Eloyse Lesueur z Francji):
Piłeczka zamiast nosa (Feng Tianwei z Singapuru):
Piłeczka zamiast oka (Kyungah Kim z Korei Płd.):

W starożytnych Igrzyskach mogli brać udział tylko mężczyźni i to występując nago!!! (ciekawe :]) Trwały raptem 5 dni, a rywalizacja toczyła się tylko w 8 dyscyplinach: biegi, zapasy, skoki, wyścigi konne, pięciobój (skok w dal, rzut dyskiem, rzut oszczepem oraz zapasy), boks, pankration (połączenie boksu i zapasów) oraz wyścigi rydwanów.
I tak sobie myślę... W Rio w 2016 roku mają pojawić się dwie nowe dyscypliny: golf i siedmioosobowe rugby. Podczas posiedzenia MKOl w Buenos Aires we wrześniu 2013 roku, ma zostać podjęta decyzja o kolejnej, trzeciej dyscyplinie, która ma zadebiutować na Igrzyskach w 2020r. Zabiegają o to przedstawiciele ośmiu sportów: baseballu i softballu, które zostały skreślone z olimpijskiego programu po igrzyskach w Pekinie, a ponadto wakeboardingu, squasha, wspinaczki sportowej, wrotek, karate i wu-szu. Ja dodałabym jeszcze wyścigi rydwanów, obowiązkowo nago. Co wy na to???
I zamykając temat olimpijski (na cztery lata), wrzucam kilka fajnych fotek:
Zaczynamy od przepięknej fototapety... idealna do sypialni:
Bułgarskie gimnastyczki w ogniu wstążek:
Gdyby nie napis Londyn można by pomyśleć (obracając zdjęcie), że Kanadyjki chodzą po wodzie:
AAAAAAAAAAAAAAle skok (Eloyse Lesueur z Francji):
Piłeczka zamiast nosa (Feng Tianwei z Singapuru):
Piłeczka zamiast oka (Kyungah Kim z Korei Płd.):

Twarzowy cios (Irlandka Katie Taylor walczy z Tajką Mavzuna Chorieva):
Apokalipsa (Jose Maria Larocca z Argentyny na koniu Royal Power):
Oryginalna pozycja startowa (Liu Xiang z Chin):
Chyba zrobiło mu się gorąco... (Robert Harting z Niemiec):
Jak w niebie (zespół gimnastyczek z Hiszpanii):
Przeskakując stadion:
Wygięta w łuk (Yulia Koltunova z Rosji):
Wszystkie zdjęcia ze stronki http://www.london2012.com/
A na koniec wrzucam profesjonalistę, zawodowca, złotego medalistę... siatkarza z Rosji Nikolaya Apalikova:
...mistrzostwo!!!!!!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















