Podzieleni... i to tak fifty/fifty. Podobnie jak u nas w polityce!
A o co chodzi? O ZIMĘ i pięknie utrzymujący się ŚNIEG!!! Dodam, że w grudniu... nie w październiku, czy w listopadzie, ale w grudniu!!! Ludzie pytają: po co spadł - było tak fajnie, dlaczego tak dużo, albo czemu jest tak mroźno... A jak niby ma być w grudniu? Co prawda jeszcze trwa kalendarzowa jesień (do 22.12. - i to jest dziwne), ale mróz i opady śniegu w tym terminie to standard!!!
A jest przecież tak pięknie...
Uwielbiam ten widok kiedy schodzę rano:
i ten kiedy wychodzę z psem:
Jak wstaję bardzo wcześnie, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno, szczerze - nie mogę się doczekać, aż się rozjaśni i wyjdę z pupilem:
Jest po prostu bajecznie. I gdyby taki mrozik utrzymał się do Świąt Bożego Narodzenia byłoby idealnie!!! A na to się zapowiada...
Wiem, że korki na ulicach, że trzeba odśnieżać, czy skrobać szyby w aucie. Ale trzeba wyciągać pozytywy: w aucie posłuchajmy audiobooka, odśnieżanie to świetny aerobik, a na przygotowanie auta do jazdy nie mam pomysłu... trzeba po prostu to przeżyć - może zrobić sobie w termosik ciepłej herbatki czy kawki i potem się rozgrzać przy muzyce...
Podzieleni... ale w tym przypadku podział jest raczej nierówny!!! Większość zdecydowanie tego nie lubi ... okres przed Bożym Narodzeniem. Dekoracje, piosenki świąteczne, szaleństwo zakupów... Dla mnie bomba!!! Szczerze powiem, że ten czas wolę bardziej niż same święta, które są krótkie, intensywne, przejedzone!!! A okres przedświąteczny trwa miesiąc!!! Uwielbiam klimat na zakupach, kiedy towarzyszą nam zimowe piosenki i świąteczne dekoracje! Uwielbiam przystrajanie domu oraz wieczorny blask świec i lampek. Uwielbiam wymyślanie prezentów dla najbliższych i ich pakowanie!
Jak można tego nie lubić?
Chyba jest we mnie małe dziecko... każdy powinien choć odrobinę takiego dziecka odnaleźć w sobie! Wtedy będziemy cieszyć się z małych, codziennych rzeczy!
niedziela, 9 grudnia 2012
sobota, 10 listopada 2012
Rybnik utonął
No i stało się! Kolejny klub wycofał się z rozgrywek Ford Germanz Ekstraklasy. Tym razem jest to ROW Rybnik. Zespół, który rozegrał 6 kolejek (4 porażki, 2 zwycięstwa) miał bardzo ciekawy skład i był pewniakiem do ósemki. Dlatego decyzja o rezygnacji z gry była sporym zaskoczeniem. Pani prezes ROWu - Gabriela Wistuba za powód podała niewypłacenie kolejnej transzy pieniędzy obiecanej przez miasto. Z drugiej strony, pan prezydent Rybnika Adam Fudali powiedział: "Głównym powodem był brak rozliczenia pierwszej tegorocznej dotacji, gdzie nierozliczonych zostało nieco ponad 80 tysięcy złotych." No coments... powiem tylko tyle, że ROW miał zagwarantowane z miasta 400 tysięcy zł.
Żal mi zawodniczek, które zostały oszukane przez działaczy. Teraz, w trakcie sezonu ciężko będzie im znaleźć klub - szczególnie Polkom. Przypomnę, że w FGE obowiązuje przepis o minimum jednej Polce na boisku.
Szkoda mi rybnickich kibiców, którzy zawsze byli wierni swojej drużynie, niezależnie od wyników i odległości. Rybnik bowiem ma wszędzie daleko - poza Krakowem, a mimo to na każdym meczu zawodniczki ROWu miały swój doping! Przynajmniej tak było za "moich" czasów w tym zespole...
Po 5 latach w Inei AZS Poznań w 2009 roku trafiłam do Rybnika. Skład miałyśmy bardzo ciekawy, spokojnie na ósemkę, a nawet po cichu myślałyśmy o czymś więcej. Niestety kiedy się okazało, że utrzymanie mamy już pewne, "góra" odpuściła i ostatecznie zajęłyśmy ósmą lokatę.
Pobyt w Rybniku (poza kilkoma detalami, o których nie będę wspominać) był fantastyczny!!! Świetne miejsce - piękne, zielone, ukwiecone (czego się nie spodziewłam po Górnym Śląsku). Rewelacyjni ludzie: zaprzyjaźnieni sąsiedzi, przypadkowi spacerowicze nad stawem (gdzie codziennie chodziłam z psem) i przesympatyczni dziennikarze z którymi kontakt mam do dzisiaj! Pozdrawiam Was serdecznie koledzy po fachu!!! Wierni kibice, których wsparcie miałyśmy zawsze (chociaż rozgrywałyśmy mecze w Pawłowicach, gdyż hala w Rybniku była w trakcie remontu). Ale przede wszystkim stworzyłyśmy super team...
gansta team!!!
Zobaczcie mój Rybnik:
To fajne mieszkanko, które nie omieszkałam z małą pomocą przemalować... oczywiście na czekoladowy kolor...pięknie położone nad stawem...w którym bywały imprezki (choć trzeba było uważać przed szpiegami)... tu Hawaii party
To częste odwiedziny gości...
Wystrzałowy Sylwester w Szczyrku...
Sroga zima...
Jedyna poważna kontuzja w życiu...
i gra w masce (bynajmniej nie upiększającej)...tu z katem... właśnie Sapowa kilka meczów wcześniej złamała mi nos!!!
Fajni kibice...
i przyjaźnie...na całe życie!!!
Mam nadzieję, że dziewczyny pomimo krótkiego czasu przeżyły w Rybniku to co ja!!! :)
Żal mi zawodniczek, które zostały oszukane przez działaczy. Teraz, w trakcie sezonu ciężko będzie im znaleźć klub - szczególnie Polkom. Przypomnę, że w FGE obowiązuje przepis o minimum jednej Polce na boisku.
Szkoda mi rybnickich kibiców, którzy zawsze byli wierni swojej drużynie, niezależnie od wyników i odległości. Rybnik bowiem ma wszędzie daleko - poza Krakowem, a mimo to na każdym meczu zawodniczki ROWu miały swój doping! Przynajmniej tak było za "moich" czasów w tym zespole...
Po 5 latach w Inei AZS Poznań w 2009 roku trafiłam do Rybnika. Skład miałyśmy bardzo ciekawy, spokojnie na ósemkę, a nawet po cichu myślałyśmy o czymś więcej. Niestety kiedy się okazało, że utrzymanie mamy już pewne, "góra" odpuściła i ostatecznie zajęłyśmy ósmą lokatę.
Pobyt w Rybniku (poza kilkoma detalami, o których nie będę wspominać) był fantastyczny!!! Świetne miejsce - piękne, zielone, ukwiecone (czego się nie spodziewłam po Górnym Śląsku). Rewelacyjni ludzie: zaprzyjaźnieni sąsiedzi, przypadkowi spacerowicze nad stawem (gdzie codziennie chodziłam z psem) i przesympatyczni dziennikarze z którymi kontakt mam do dzisiaj! Pozdrawiam Was serdecznie koledzy po fachu!!! Wierni kibice, których wsparcie miałyśmy zawsze (chociaż rozgrywałyśmy mecze w Pawłowicach, gdyż hala w Rybniku była w trakcie remontu). Ale przede wszystkim stworzyłyśmy super team...
gansta team!!!
Zobaczcie mój Rybnik:
To fajne mieszkanko, które nie omieszkałam z małą pomocą przemalować... oczywiście na czekoladowy kolor...pięknie położone nad stawem...w którym bywały imprezki (choć trzeba było uważać przed szpiegami)... tu Hawaii party
To częste odwiedziny gości...
Wystrzałowy Sylwester w Szczyrku...
Sroga zima...
Jedyna poważna kontuzja w życiu...
i gra w masce (bynajmniej nie upiększającej)...tu z katem... właśnie Sapowa kilka meczów wcześniej złamała mi nos!!!
Fajni kibice...
i przyjaźnie...na całe życie!!!
Mam nadzieję, że dziewczyny pomimo krótkiego czasu przeżyły w Rybniku to co ja!!! :)
piątek, 26 października 2012
Powroty...
Dziś po raz czwarty przyodzieję szary trykot (chyba to jest trykot), włożę gwizdek do ust i pohasam za młodzieżą bacznie zwracając uwagę na błędy jakie popełniają! Czyli po dwudziestu latach kariery koszykarskiej stanęłam po drugiej stronie. Niestety często/gęsto nielubianej przez zawodników i zawodniczki, a szczególnie trenerów - o czym miałam okazję się już przekonać!!! "Technika" jeszcze nie dałam (i chyba długo nie dam, bo należę do cierpliwych osób), ale ostrzeżenia i owszem! Rozbrykanym trenerom!!!
Ostatnio miałam okazję wrócić do swoich dawnych licealnych murów. Do słynnego "Paderka", czyli Liceum nr VI w Poznaniu. Po 17 latach... Wrażenie niesamowite, tym bardziej, że ludzie tam pracujący jeszcze cię rozpoznają! Nie tak od razu, oczywiście!!! Ale jak się przypomnisz, uśmiechniesz, pogadasz - i zrobisz włosy w kucyk (jak na boisku) - to od razu... Nikt przez grzeczność nie powie: "ale się zestarzałaś"! :) Ale patrząc na to zdjęcie niestety...
Ciekawe czy ktoś z Was mnie znajdzie??? :D
Pozdrawiam moją starą ekipę ze starych, licealnych lat i profesorów, których spotkałam kilka dni temu.
Wracając do sędziowania...
Pierwszy raz był niesamowicie stresujący. Jak to zwykle bywa za pierwszym razem... Tym bardziej, że na trybunach zasiadło kilka osób, które przyszły popatrzeć na mój debiut! W sumie można powiedzieć, że więcej kibiców przyszło do mnie niż do grających dziewczynek... troszkę to krępujące - więc już się nie przyznaję kiedy i gdzie "dmucham". :)
Wierni kibice z różnych stron świata...
Nie ma to jak przedłużyć sobie boiskowe hasanie!!!!!!! Trzeba tylko zrobić małą rewolucję z tymi strojami - są mega aseksualne!!! Nie lubię!!!
Ostatnio miałam okazję wrócić do swoich dawnych licealnych murów. Do słynnego "Paderka", czyli Liceum nr VI w Poznaniu. Po 17 latach... Wrażenie niesamowite, tym bardziej, że ludzie tam pracujący jeszcze cię rozpoznają! Nie tak od razu, oczywiście!!! Ale jak się przypomnisz, uśmiechniesz, pogadasz - i zrobisz włosy w kucyk (jak na boisku) - to od razu... Nikt przez grzeczność nie powie: "ale się zestarzałaś"! :) Ale patrząc na to zdjęcie niestety...
Ciekawe czy ktoś z Was mnie znajdzie??? :D
Pozdrawiam moją starą ekipę ze starych, licealnych lat i profesorów, których spotkałam kilka dni temu.
Wracając do sędziowania...
Pierwszy raz był niesamowicie stresujący. Jak to zwykle bywa za pierwszym razem... Tym bardziej, że na trybunach zasiadło kilka osób, które przyszły popatrzeć na mój debiut! W sumie można powiedzieć, że więcej kibiców przyszło do mnie niż do grających dziewczynek... troszkę to krępujące - więc już się nie przyznaję kiedy i gdzie "dmucham". :)
Wierni kibice z różnych stron świata...
Nie ma to jak przedłużyć sobie boiskowe hasanie!!!!!!! Trzeba tylko zrobić małą rewolucję z tymi strojami - są mega aseksualne!!! Nie lubię!!!
środa, 3 października 2012
Sibatorszczyzna
Jaki człowiek na "stare lata" robi się głupi... I nie, nie obrażajcie się, bo piję do siebie!!! Ponad rok nietrenowania, praktycznie poza sporadycznymi wypadami na siłownię - jak wykupiłam na miesiąc wejściówkę to chodziłam, potem 2 miesiące przerwy... i to tak 2 do 3 razy w tygodniu, żeby się za bardzo nie przemęczać. A potem znowu "chwila" przerwy od ruchu. Przyznam się, że sporadycznie biegam, ale to "sporadycznie" - to... raz w miesiącu?! W porównaniu z tym co było przez lata zawodowstwa - 2 razy dziennie treningi, to teraz nie można nazwać nawet amatorszczyzną!!! To głupota, to sibatorszczyzna!!! Wiem, że powinnam się ruszać, ale jakoś tak się dziwnie nie chce!!!
Ale jest jeszcze coś gorszego!!! Myślicie sobie: co to może być? Ano tak se chodzę raz w tygodniu na koszykówkę ze starszymi i młodszymi znajomymi. A co w tym strasznego? No cóż... to, że człowiek od razu idzie na maksa!!! Bez zbędnych ceregieli, czytaj: bez rozgrzewki, rozciągania, przystępuje do gry! I oczywiście chce udowodnić, że jest najlepszy... najszybszy... najobrotniejszy... wyjątkowy... I wiecie co??? Jest! Tak mu się wydaje! Skoczny, szybki, sprawny! Rzuca, i o dziwo siedzi, podaje przez całe boisko (tu troszkę w ekwilibrystyczny sposób, bo stawy już nie chcą inaczej), ale piłka często dolatuje do celu! Kozłuje w sam środek tłumu, oddaje piłkę po penetracji wyginając ciało niczym człowiek guma, idzie na dechę, pchając się między rosłych chłopów, w kontrze jest pierwszy! Jest Bogiem!!!
...a na drugi dzień nie może się podnieść z łóżka! :/
Pozdrawiam z pozycji leżącej... może do następnego wtorku się pozbieram?
Ale jest jeszcze coś gorszego!!! Myślicie sobie: co to może być? Ano tak se chodzę raz w tygodniu na koszykówkę ze starszymi i młodszymi znajomymi. A co w tym strasznego? No cóż... to, że człowiek od razu idzie na maksa!!! Bez zbędnych ceregieli, czytaj: bez rozgrzewki, rozciągania, przystępuje do gry! I oczywiście chce udowodnić, że jest najlepszy... najszybszy... najobrotniejszy... wyjątkowy... I wiecie co??? Jest! Tak mu się wydaje! Skoczny, szybki, sprawny! Rzuca, i o dziwo siedzi, podaje przez całe boisko (tu troszkę w ekwilibrystyczny sposób, bo stawy już nie chcą inaczej), ale piłka często dolatuje do celu! Kozłuje w sam środek tłumu, oddaje piłkę po penetracji wyginając ciało niczym człowiek guma, idzie na dechę, pchając się między rosłych chłopów, w kontrze jest pierwszy! Jest Bogiem!!!
...a na drugi dzień nie może się podnieść z łóżka! :/
Pozdrawiam z pozycji leżącej... może do następnego wtorku się pozbieram?
środa, 26 września 2012
Koniec Lata/ Laty/ Lat
W sumie nie słyszałam o liczbie mnogiej: "lat" - ale tych od pory roku, a nie od lat - w sensie liczby ukończonych wiosen... ale się pokręciło!!! :)
Obydwa lata delikatnie dogorywają - jedno zamienia się w przepiękną polską jesień, drugie przepoczwarza się w pluchę!
O czym mowa... o Grzegorzu Lacie, który wczoraj ogłosił, że "dla dobra polskiej piłki nożnej, oraz dla dobra PZPNu" nie wystartuje na drugą kadencję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej! HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
Zgadzam się w 100%, że będzie to na pewno DOBRE dla wszystkich, a szczególnie dla polskiej piłki nożnej, ale absolutnie to nie był powód! Pan Prezes "3 sekundy na setkę" (o co chodzi? zapraszam tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=wZ_GOwLJH1Y ) niestety nie uzbierałby wymaganych 15 głosów aby stać się kandydatem! Upokorzony i ośmieszony wydał oświadczenie (nie przedstawię go tutaj, bo jest żenujące, pokażę Wam ewentualnie gdzie można je przeczytać
http://pzpn.pl/index.php/Federacja/Aktualnosci/Oswiadczenie-prezesa-PZPN3
Podsumowując: te cztery lata na pewno nudne nie były! Fantastyczny:
poliglota http://www.youtube.com/watch?v=mCF5p5zD6HQ&feature=related
erudyta www.youtube.com/watch?v=rInNHvdO4Y4
żartowniś http://www.youtube.com/watch?v=rdj002M5d04
obłowił się niemiłosiernie (choć jak stwierdził w grudniu zeszłego roku przed sejmową komisją sportu zarabia „tylko 50 tyś. zł miesięcznie”).
Podpisał 10 letni (!!!!) kontrakt z firmą Sportfive, która nabyła na wyłączność prawa telewizyjne i marketingowe związane z Reprezentacją Polski. Z jakim skutkiem… wiadomo, obecnie kto płaci w Pay per View ten ogląda transmisje meczów Polski!
Zabrał orzełka z koszulek piłkarzy (oczywiście za kasę), którego po sprzeciwie narodu, oddał.
W oświadczeniu jeszcze dodał: „w ostatniej kadencji udało nam się wprowadzić wiele reform i zmian. Jestem przekonany, że zaprocentują one w przyszłości…” i tak sobie myślę - kurczę, oby nie!!! Bo te zmiany są bardzo złe i jak będą procentować to będzie tragedia… do potęgi!!!
Oj, nie nudziliśmy się!!!! Ale wolę się nudzić, i oglądać mecze reprezentacji w kanale otwartym! Wolę się nudzić i nie wstydzić się za prezesa PZPNu! Wolę się nudzić i nie słuchać o kolejnych taśmach prawdy w polskim związku! Wolę się nudzić i cieszyć się z awansu naszych piłkarzy, którzy obecnie zajmują 56 miejsce w rankingu FIFA!!!! Przed nami Estonia (55), Iran (54), Armenia (53), Gabon (44),Zambia(43)... no coments!
Mam nadzieję, że będzie już tylko nudniej... ale lepiej!!!!
Obydwa lata delikatnie dogorywają - jedno zamienia się w przepiękną polską jesień, drugie przepoczwarza się w pluchę!
O czym mowa... o Grzegorzu Lacie, który wczoraj ogłosił, że "dla dobra polskiej piłki nożnej, oraz dla dobra PZPNu" nie wystartuje na drugą kadencję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej! HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
Zgadzam się w 100%, że będzie to na pewno DOBRE dla wszystkich, a szczególnie dla polskiej piłki nożnej, ale absolutnie to nie był powód! Pan Prezes "3 sekundy na setkę" (o co chodzi? zapraszam tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=wZ_GOwLJH1Y ) niestety nie uzbierałby wymaganych 15 głosów aby stać się kandydatem! Upokorzony i ośmieszony wydał oświadczenie (nie przedstawię go tutaj, bo jest żenujące, pokażę Wam ewentualnie gdzie można je przeczytać
http://pzpn.pl/index.php/Federacja/Aktualnosci/Oswiadczenie-prezesa-PZPN3
Podsumowując: te cztery lata na pewno nudne nie były! Fantastyczny:
poliglota http://www.youtube.com/watch?v=mCF5p5zD6HQ&feature=related
erudyta www.youtube.com/watch?v=rInNHvdO4Y4
żartowniś http://www.youtube.com/watch?v=rdj002M5d04
obłowił się niemiłosiernie (choć jak stwierdził w grudniu zeszłego roku przed sejmową komisją sportu zarabia „tylko 50 tyś. zł miesięcznie”).
Podpisał 10 letni (!!!!) kontrakt z firmą Sportfive, która nabyła na wyłączność prawa telewizyjne i marketingowe związane z Reprezentacją Polski. Z jakim skutkiem… wiadomo, obecnie kto płaci w Pay per View ten ogląda transmisje meczów Polski!
Zabrał orzełka z koszulek piłkarzy (oczywiście za kasę), którego po sprzeciwie narodu, oddał.
W oświadczeniu jeszcze dodał: „w ostatniej kadencji udało nam się wprowadzić wiele reform i zmian. Jestem przekonany, że zaprocentują one w przyszłości…” i tak sobie myślę - kurczę, oby nie!!! Bo te zmiany są bardzo złe i jak będą procentować to będzie tragedia… do potęgi!!!
Oj, nie nudziliśmy się!!!! Ale wolę się nudzić, i oglądać mecze reprezentacji w kanale otwartym! Wolę się nudzić i nie wstydzić się za prezesa PZPNu! Wolę się nudzić i nie słuchać o kolejnych taśmach prawdy w polskim związku! Wolę się nudzić i cieszyć się z awansu naszych piłkarzy, którzy obecnie zajmują 56 miejsce w rankingu FIFA!!!! Przed nami Estonia (55), Iran (54), Armenia (53), Gabon (44),Zambia(43)... no coments!
Mam nadzieję, że będzie już tylko nudniej... ale lepiej!!!!
niedziela, 16 września 2012
Inspektor Gadżet
Pamiętacie kreskówkę pod takim tytułem? Muszę się przyznać, że jako nastolatka uwielbiałam ją oglądać - w Polsce emitowano ją w latach 90 (dawno, dawno temu!!!). Fajny był też film fabularny z Matthew Broderickiem w roli głównej o takiej samej nazwie. Lekki, przyjemny, do obejrzenia w niedzielne popołudnie z rodzinką. Jeżeli ktoś nie wie o czym mówię, to wyjaśnię: bajka/film opowiada o ciapowatym detektywie, który dzięki wynalazkom technicznym zamieniał się w super agenta. Nie były to oczywiście iPady, iPhony, czy inne i... coś tam. Ale myślę, że jak dziś by powstawała taka kreskówka, to nazywałaby się "iInspektor".
Temat wpadł mi do głowy kiedy usłyszałam o wejściu na rynek nowej wersji iPhone'a - numer 5. Cieńszy, lżejszy, oczywiście iTouch, z ogromnym - jeszcze większym niż dotychczas wyświetlaczem, mieszczącym kolejny rządek ikonek(?!), z lepszą rozdzielczością, szybszym procesorem, z możliwością wykorzystania karty nano-SIM... itd. Ogólnie produkt z serii... "must have". Jestem reformowalna i wiele z tego rozumiem (nie wszystko, ale sporo), jednak dla większości moich rówieśników to już jest inna planeta! Nie taka odległa jak dla moich rodziców, ale jednak inna. I tak z rozrzewnieniem zaczynam wspominać...
Telefon stacjonarny, albo jeszcze lepiej - brak telefonu w domu (na przyznanie numeru czekało się sporo czasu, chyba że miało się wejścia gdzie trzeba) i korzystanie z budek telefonicznych. Jak się chciało z kimś umówić, wyjść na dwór, do kina, trzeba było po prostu iść do danej osoby do domu i zapukać/zadzwonić... ale do drzwi!!!
Spotkania u kolegów i koleżanek żeby obejrzeć na wideo "Rambo", czy "Amerykańskiego Ninja". Wypożyczanie kaset VHS w "Beverly Hills" - to było całkiem niedawno, a wydaje się, jakby 100 lat temu.
Słuchanie Niedźwieckiego i jego listy przebojów w "Trójce" o 20 w piątek, żeby nagrać na kasetę najnowsze przeboje - zawsze z głosem pana redaktora na początku i końcu utworu. Trzeba było mieć refleks i wbić się prawie idealnie - było to trudne!!! A potem wysłuchiwanie swoich nagrań na walkmanie. Tragedia, jak kaseta się wkręcała... wtedy w ruch szły ołówki i ponowne nakręcanie taśmy. Potem Diskmany i wypalanie płyt CD - całkiem niedawno, a jakby 100 lat temu.
Jakim kosmicznym gadżetem był elektroniczny zegarek z kalkulatorkiem, czy aparat Polaroid, który niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia drukował je. Magia.
Jeśli natomiast chciałam się napić wody gazowanej... musiałam mieć naboje i syfon, do ich naładowania.
Ha... to dopiero była inna planeta!!!
I kilka fotek:
Temat wpadł mi do głowy kiedy usłyszałam o wejściu na rynek nowej wersji iPhone'a - numer 5. Cieńszy, lżejszy, oczywiście iTouch, z ogromnym - jeszcze większym niż dotychczas wyświetlaczem, mieszczącym kolejny rządek ikonek(?!), z lepszą rozdzielczością, szybszym procesorem, z możliwością wykorzystania karty nano-SIM... itd. Ogólnie produkt z serii... "must have". Jestem reformowalna i wiele z tego rozumiem (nie wszystko, ale sporo), jednak dla większości moich rówieśników to już jest inna planeta! Nie taka odległa jak dla moich rodziców, ale jednak inna. I tak z rozrzewnieniem zaczynam wspominać...
Telefon stacjonarny, albo jeszcze lepiej - brak telefonu w domu (na przyznanie numeru czekało się sporo czasu, chyba że miało się wejścia gdzie trzeba) i korzystanie z budek telefonicznych. Jak się chciało z kimś umówić, wyjść na dwór, do kina, trzeba było po prostu iść do danej osoby do domu i zapukać/zadzwonić... ale do drzwi!!!
Spotkania u kolegów i koleżanek żeby obejrzeć na wideo "Rambo", czy "Amerykańskiego Ninja". Wypożyczanie kaset VHS w "Beverly Hills" - to było całkiem niedawno, a wydaje się, jakby 100 lat temu.
Słuchanie Niedźwieckiego i jego listy przebojów w "Trójce" o 20 w piątek, żeby nagrać na kasetę najnowsze przeboje - zawsze z głosem pana redaktora na początku i końcu utworu. Trzeba było mieć refleks i wbić się prawie idealnie - było to trudne!!! A potem wysłuchiwanie swoich nagrań na walkmanie. Tragedia, jak kaseta się wkręcała... wtedy w ruch szły ołówki i ponowne nakręcanie taśmy. Potem Diskmany i wypalanie płyt CD - całkiem niedawno, a jakby 100 lat temu.
Jakim kosmicznym gadżetem był elektroniczny zegarek z kalkulatorkiem, czy aparat Polaroid, który niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia drukował je. Magia.
Jeśli natomiast chciałam się napić wody gazowanej... musiałam mieć naboje i syfon, do ich naładowania.
Ha... to dopiero była inna planeta!!!
I kilka fotek:
poniedziałek, 10 września 2012
50% w dół...
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!!!!!! Co? WYPRZEDAŻE!!!!!
Oczywiście jak każda kobieta i niektórzy faceci. Piszę niektórzy, ponieważ większość z męskiej części populacji jak ma iść z partnerką na zakupy w tym "boskim" czasie woli robić cokolwiek innego. Dla nas, babeczek to zbawienie, ponieważ nikt ci nie mędzi jak po raz setny przebierasz,wybierasz, nurkujesz, wyrywasz, przymierzasz, odkładasz i.. znowu wracasz!!! Nie słyszysz: "no chodź już", "ile można ślęczeć przy jednej bluzce", "ile to kosztuje?", "czemu tak dużo?", "tak, tak pięknie w tym wyglądasz"(to niestety na odczepne z reguły jest nieprawdą)! Jeżeli jednak facet koniecznie chce z wami iść to macie problem. Ja znalazłam na to sposób... wybieram się na wyprzedaż kiedy w TV leci akurat: żużel, piłka nożna czy F1. I słyszę: "musimy teraz????" Nie, nie kochanie, Ty nie musisz, pójdę sama! :D Ha i tu go mam! Biorę kartę i spadam!
Niestety po wyprzedażach w mojej szafie zaczyna zalegać mnóstwo niepotrzebnych rzeczy! Oczywiście to, że są niepotrzebne okazuje się po jakimś (dokładnie nieokreślonym) czasie. Z reguły jest to około 6 - 7 miesięcy. Dlaczego? Ponieważ na wyprzedażach kupujesz rzeczy, buty lub inne gadżety kończącego się okresu - teraz jest to lato. Czyli lekkie bluzeczki, tuniczki, stroje, klapeczki... bo jak ich nie kupić skoro kosztują "grosze"? A jak na dworze jeszcze jest odrobina ciepełka, słoneczka i może uda się nasze skarby choćby raz założyć, to bierzemy bez zastanowienia! A za tydzień, dwa wbijasz się w kozaki, sweter i owijasz szalem. Letnie ciuchy lądują w kartonach, na górnych półkach lub pod łóżkiem - na pół roku. A teraz odpalasz rzeczy z wyprzedaży zimowych...
I nadszedł czas prawdy. Nowe/stare rzeczy z wyprzedaży zimowych zaczynają dumnie zwisać na wieszakach, czekając na swoją kolei. I wierz mi, jeżeli raz założysz jakąś rzecz i stwierdzisz, że to jednak nie to, że źle się w tym czujesz, bo nie pasuje, bo za ciasne, za luźne - pozbądź się tego jak najszybciej!!! Nie przypasuje ci już nigdy, a zabierze tylko miejsce w szafie. Są na to różne sposoby: wymiana barterowa z inną "ofiarą zakupów sale", pchle targi organizowane w różnych miejscach lub Internet (allegro i inne). Zawsze skapnie troszkę kasy na... kolejne wyprzedaże!
Oczywiście jak każda kobieta i niektórzy faceci. Piszę niektórzy, ponieważ większość z męskiej części populacji jak ma iść z partnerką na zakupy w tym "boskim" czasie woli robić cokolwiek innego. Dla nas, babeczek to zbawienie, ponieważ nikt ci nie mędzi jak po raz setny przebierasz,wybierasz, nurkujesz, wyrywasz, przymierzasz, odkładasz i.. znowu wracasz!!! Nie słyszysz: "no chodź już", "ile można ślęczeć przy jednej bluzce", "ile to kosztuje?", "czemu tak dużo?", "tak, tak pięknie w tym wyglądasz"(to niestety na odczepne z reguły jest nieprawdą)! Jeżeli jednak facet koniecznie chce z wami iść to macie problem. Ja znalazłam na to sposób... wybieram się na wyprzedaż kiedy w TV leci akurat: żużel, piłka nożna czy F1. I słyszę: "musimy teraz????" Nie, nie kochanie, Ty nie musisz, pójdę sama! :D Ha i tu go mam! Biorę kartę i spadam!
Niestety po wyprzedażach w mojej szafie zaczyna zalegać mnóstwo niepotrzebnych rzeczy! Oczywiście to, że są niepotrzebne okazuje się po jakimś (dokładnie nieokreślonym) czasie. Z reguły jest to około 6 - 7 miesięcy. Dlaczego? Ponieważ na wyprzedażach kupujesz rzeczy, buty lub inne gadżety kończącego się okresu - teraz jest to lato. Czyli lekkie bluzeczki, tuniczki, stroje, klapeczki... bo jak ich nie kupić skoro kosztują "grosze"? A jak na dworze jeszcze jest odrobina ciepełka, słoneczka i może uda się nasze skarby choćby raz założyć, to bierzemy bez zastanowienia! A za tydzień, dwa wbijasz się w kozaki, sweter i owijasz szalem. Letnie ciuchy lądują w kartonach, na górnych półkach lub pod łóżkiem - na pół roku. A teraz odpalasz rzeczy z wyprzedaży zimowych...
I nadszedł czas prawdy. Nowe/stare rzeczy z wyprzedaży zimowych zaczynają dumnie zwisać na wieszakach, czekając na swoją kolei. I wierz mi, jeżeli raz założysz jakąś rzecz i stwierdzisz, że to jednak nie to, że źle się w tym czujesz, bo nie pasuje, bo za ciasne, za luźne - pozbądź się tego jak najszybciej!!! Nie przypasuje ci już nigdy, a zabierze tylko miejsce w szafie. Są na to różne sposoby: wymiana barterowa z inną "ofiarą zakupów sale", pchle targi organizowane w różnych miejscach lub Internet (allegro i inne). Zawsze skapnie troszkę kasy na... kolejne wyprzedaże!
Subskrybuj:
Posty (Atom)























